Czarnogóra 2010

Czarnogóra 2010

   "Tydzień minoł, nikt nie zginął" ... Święte słowa tamtejszego Instruktora, nie wiem dlaczego zapadły mi w pamięć.
Tydzień minął stanowczo za szybko, chyba jakiś paradoks czasowy, było zarąbiście, pogoda nas normalnie rozpieszczała, cały tydzień słońce, temperatury, 32 do 35 stC, wakacje marzenie, tylko trochę krótkie.
Definitywnie upadł mit że gdy ja jadę z moją Panią, to zawsze leje, niech nikt tak nie gada bo tak nie jest. :/
Już przed wyjazdem jakoś tak naturalnie utworzyły się chyba trzy grupy dojazdowe. Nasza grupa to Robert, Darek, Dawid, i ja, wszyscy oczywiście ze swoimi żonami dziewczynami i niektórzy z dziećmi.
Podróż do Czarnogóry całkowicie zgonie z planem, czyli nudno, jazda od rana, nocleg na Chorwacji, i jazda na miejsce. Jako że reszcie Timu wydawało się że znam drogę, przypadła mi rola prowadzącego. Poszło w miarę bezboleśnie, Czarnogóra przywitała nas piękną pogodą, opłatą ekologiczną i opłatą za parking przy hotelu Plavi Horyzont. Byłem w Czarnogórze dwa lata wcześniej, wtedy ten kraj przypominał (nie licząc miast) „zbombardowany śmietnik” , wszędzie walały się śmieci, gruz, a gdy był jakiś śmietnik (taki kontener na śmieci) to był w takim stanie że sam był śmieciem. Teraz kraj rozkwitł, nie ma śladu po tamtym, Czarnogóra wygląda jak turystyczny kurort, jestem mocno zaskoczony tak pozytywną zmianą. Nasze apartamenty rzeczywiście były wyposażone jak w opisie, Czarnogórcy odwalili świetną robotę w te dwa lata.

Pierwszy dzień pobytu,
aklimatyzacja, te sprawy, już, już mieliśmy kosztować miejscowych specyjałów (Orzechowa Rakija) i trach... wypadek, specyjał zaatakował jednego z naszych kolegów, i trza było udać się do szpitala. Specyjał umarł, kolega na szczęście nie. Nieco przesądni powiedzieli że to pierwszy znak. Kolegę jakoś pocerowali (bez znieczulenia), czymś co przypominało dratwę, a doszyta część wyglądała jak dobra świąteczna szynka, mina kolegi nie wyglądała. :-/ Ale twardy chłop był.

Drugi dzień pobytu,
Nurki !!!! :mrgreen:
Dwa nurki, na razie Pan Miejscowy Instruktor trochę nas macał nieufnie, co by wymacać co to mu właściwie przyjechało. Oświadczył nam o zmianie przepisów nurkowych i że zamiast podawać ciśnienie w butli, należy podawać pozostałą ilość gazu. Ale OK ostatecznie chcesz litry , dostaniesz litry. Tak proforma po pół gadzinie nurkowania, gdy zadał pytanie o te litry , podałem mu 3600, ale nie dał się nabrać, też kurna liczył. W tym czasie inny kolega próbował sobie wybić oko palcami przez maskę. Następnego dnia przepisy się zmieniły i można było podawać ciśnienie. Proponowaliśmy by w tym dniu podawać pojemność w galonach przeliczonych z funtów / cal kwadratowy (PSI) , ale nie chciał, wymiętkł normalnie.
Nurki fajne, ale morze jakieś takie zimne i mało przejrzyste, jak na Adriatyk oczywiście. Woda przy powierzchni miała coś koło 22stC a na głębokości spadała do 15stC, mój plan nurkowania w skafanderku serfingowym upadł szybko. Wizurka 15 – 18 m , bardzo mało jak na Adriatyk.
Zanuraliśmy od razu do jaskini. Kurde Ludzie jaskinie to jest to !!! nie ryby , nie trawy ale JASKINIE !, zejście po grani, w niej wielka dziura, wpływamy do niej , a tam inny świat. Ciemno jak w d.....e u wiecie u kogo, jazda na latarkach, co raz to pokazuje się jakaś Murenka, Ślimak Stożek, tudzież inne milusie stworzenia. Jaskinie zawsze mnie ciągły , ale te zalane wodą biją wszystko, piękne , nie da się tego opisać trzeba zobaczyć.

Kolejne dni
Jaskinie, najfajniejsza Jaskinia Syren, napływało się na nią po powierzchni. Ukazywała się dość spora pozioma tym razem dziura o średnicy jakieś 4m , na głębokości jakieś 5 m. Wpłynęliśmy do niej razem, trochę ciasno, 4m średnicy i 6 facetów ze szpejem na plecach, ale co tam nie do takich dziur się człowiek wciskał. Następnie jazda 35m w dół, powiem wam że jakoś jak człowiek nie patrzy na głębokościomierz (bo zaś ciemno) to jakoś się nie odczuwa tych 35m. Już na ok 30m było widać światełko, następnie wypływało się niewielkim syfonem po piaszczystym dnie. U wyjścia spotkaliśmy bardzo ładną Langustę, nawet się nie bała, i pozowała do zdjęć. Wrażenia nie do opisania, jedna wielka radość, piękna jaskinia.

Niezłe wrażenie robiła też Katedra, jaskinia do której wpływało się z głębokości jakieś 12m i wewnątrz wypływało na powierzchnię wody. Nad głową ukazywała się ogromna kopuła skalna do złudzenia przypominająca sklepienia katedr, stąd pewie nazwa. Następnie zanurzyliśmy się i po przepłynięciu czegoś w rodzaju korytarza , wypłynęliśmy przez niewielki otwór , tak na jednego nurka, na pełne morze. Wrażenie niesamowite, wypływa się z czegoś w rodzaju okna w pionowej ścianie, w dół wielki błękit, nie widać dna, z góry świeci słońce, bo wyjście było na głębokości 3m.

W tym samym dniu Tadeusz (już się z nim zaprzyjaźniliśmy) postanowił nas sprawdzić, przed wyprawą na wraki. Wymyślił następujące ćwiczenia:
Zejście na 30 do 35m , za każde 10cm niżej lub wyżej delikwent stawia piwo. Następnie ściąganie masek. Podobno niektórzy nurkowie z innych grup stawiali po 50 piw i to tylko dlatego że na 40 było dno. Tadek w desperacji rzucił nawet dekoboję na dno.
Nie wiem co on sobie o nas myślał, ale w tym dniu , od nas się nie napił, znaczy się napił się , ale nikt z nas nie musiał stawiać, stawiali więc wszyscy po kolei , Tadek też.

Wraki
Tichany 40m , zjazd po linie w toni, ciekawe ćwiczenie i przy wizurce 20m robi wrażenie, wrak fajny ale trzeba było pilnować powietrza i dekompresji, łatwo przegiąć.
Kuter 25m , bardzo ładny wrak, dostępny dla wszystkich nurków , górny pokład na 20m. Trafiliśmy dobrą wizurkę, widać było w zasadzie cały wrak z każdego miejsca, nurkowanie partnerskie zeszło więc na dalszy plan. Zabawa była tak fajna że niektórym z nas wyskoczyło po 20min dekompresji, ups, a miało być nurkowanie bez dekompresyjne. No cóż twardym trzeba być i 20min se powisieć.

No i ostatni nurek na wyjeździe, BOMBA ! , taka prawdziwa głębinowa, uzbrojona, Tadek nie pozwolił dotykać „czułków” , no normalnie już drugi raz wymiętkł był. Plan nurkowy: robimy nurkowanie bez dekompresyjne, no co najwyżej 2 do 3 min deco , zanurzenie na 10m , płyniemy nad miejsce zalegania bomby w toni (ciekawe ćwiczenie) , następnie zanurzamy się nad miejscem przebywania bomby na 30m , ostatecznie lokalizujemy bombę, i jesteśmy w niebie, albo może lepiej nie dotykajmy „czułków”. Niestety Pan Neptun spłatał na figla i okazało się że na dole widoczność jest ok 3m i z 30 metrów nie za bardzo widać dno, no to my na dno, bomby nima. OK szukamy bomby, szukamy , szukamy , a komputery plimkają , 2 min deco, 3 , 5 , cholera 20min deco, trza w......ć ! Bomby nie znaleziono.

"Tydzień minoł, nikt nie zginął" może i dobrze. Trzeba wracać do domu. Plan prosty , wracamy tą samą drogą. Plan poległ 9km przed pierwszą granicą, bo w tym miejscu zaczynał się korek do granicy. Ale nic to , nie ma takiego planu którego byśmy nie wymyślili. Odwrót i jazda przez Bośnię i Serbię. Plan Świetny tylko map nie ma. Ale nic to jedziemy, przez góry. Pierwszy raz zrobiło mi się ciepło gdy droga zwęziła się do jakichś 2,5m i skończył się asfalt, a byliśmy już na dość znacznej wysokości. Potem było już tylko fajniej. „Droga” bardziej dla osiołków o stalowych nerwach , niż dla samochodów. Jechaliśmy jakieś 250 km po półkach skalnych, które miejscami miały szerokości na 0,9 auta, gdzie z jednej strony była pionowa ściana w górę, a z drugiej w dół. To w dół robiło większe wrażenie, może dla tego że do góry w przepaść jeszcze nikt nie poleciał. Co jakiś czas w ścianie (tej do góry) było wykute miejsce na mijankę. Z czasem droga się poszerzyła do jakichś 3m i pojawiło się więcej aut, tzn. jakieś 2 na godzinę, ruch nie był wielki. Pomyślałem że tutaj to nawet bym się minął z nadjeżdżającym z przeciwka.... i pożałowałem myśli....... przede mną stał autobus. K.....a co za idiota jedzie tu autobusem ?!?!?. Trza się było cofnąć do mijanki. Jakoś poszło. Jechaliśmy przez przedziwne wioski , takie wielkie dziury pośrodku niczego, mijaliśmy znaki drogowe z takimi dziurkami kalibru 9 do 49mm , na przydrożnych skałach były przymocowane tabliczki ze zdjęciami chyba miejscowych poległych przywódców plemiennych (pewnie chowali się za znakami drogowymi, inteligenty...) , i nie wyglądali za sympatycznie. Ciekawe z czego miejscowi żyją ? nie pytaliśmy , bo sp...........y
Droga wyrzuciła nas w góry Dormitoru. Rany ! ! ! widoki jak z Władcy Pierścieni , nie dało się gadać bo z wrażenia mieliśmy pootwierane gęby. Wąwóz z niemal pionowymi ścianami o wysokości jakieś 600 m nad poziom wody. Przecudne miejsce. Jechaliśmy skalną półką, tym razem droga dość szeroka i bezpieczna, przez tunele wykute w skałach bez żadnych zabezpieczeń, wentylacji, światła i innych tego typu pierdół. Następnie wjechaliśmy w wąwóz rzeki Tary i dojechali do granicy Bośniacko Serbskiej. Nad wąwozem był przerzucony mostek drewniany z takimi śmiesznymi dziurami po którym trzeba było przejechać autem, jak widzicie mostek wytrzymał choć pewności nie miałem. Na granicy kolejki nie było , w zasadzie nic nie było, prócz zdziwionego celnika, skąd nagle taki ruch ? Potem jeszcze objazd przez las, a dalej normalnie, czyli nuda. W domu byliśmy po 28 godzinach jazdy. Decyzja o jeździe przez Bośnię okazała się nader trafiona, bo Dawid który wyjechał wcześniej stał 9h na granicy a Leszek który wyjechał później stał 5h.
_________________
Jarek

Zapraszamy do odwiedzenia galerii ze zdjeciami z wyjazdu

21-28 sierpnia

Ocena:

Komentarze

Dodaj komentarz Oceń

    

Brak komentarzy, możesz być pierwszy.
Dodaj komentarz »

Zobacz również:

Wraki Bałtyku

20 sierpnia

Na miejsce, czyli do Jastarni, z której wyruszaliśmy na 3 wraki, dojechaliśmy prawie całą ekipą w czwartek skoro świt. Do pierwszych nurkowań wrakowych, mieliśmy zatem cały dzień i noc czasu dla siebie i na aklimatyzację. Ogółem, zjawiło się nas na półwyspie helskim 23 osoby z BESKID DIVERS. W ekipie było 8 osób nurkujących, wraz z osobami towarzyszącymi. Całkiem niezła czeredka zatem opanowała camping Maszoperia, mieszczący się ok. 2 km przed Jastarnią.

Długi weekend na bałtyckich wrakach

12-15 sierpnia

W terminie 12-15 sierpnia mieliśmy okazję pozwiedzać kilka wraków nad naszym morzem.

Nalepsze zdjęcia

Ostatnia relacja

Długi weekend na bałtyckich wrakach

W terminie 12-15 sierpnia mieliśmy okazję pozwiedzać kilka wraków nad naszym morzem.

Kontakt

Centrum nurkowe Beskid Divers

ul. Bystrzańska 29
43-300 Bielsko-Biała
tel./fax 033 810 55 74

skype: Mój stan
Leszek Patlewicz
tel: +48 600 777 603
e-mail: cn@beskiddivers.pl


Projekt, wykonanie, obsługa tech.:
Strony Internetowe Bielsko-Biała 3px.pl